|
Archiwum
Zakładki:
Się ugotowało...
Szablon
Zesieci - czytać, kupować
|
piątek, 12 marca 2010
Znowu o Miłoszu
Czy pamiętacie Miłosza, którego w ubiegłym roku Żaba asertywnie nie zaprosił na urodziny? Za dwa tygodnie kolejna imprezka, znowu bez Miłosza... Miłosz był jedynym chłopcem, z którym Żaba przeszedł z przedszkola do I klasy. We wrześniu była wielka radość, jak się zobaczyli, jedna para i wspólna ławka, a już w październiku na prośbę Żaby poprosiłam wychowawczynię, żeby przesadziła Młodego do innej ławki. Miłosz go wkurzał, przeszkadzał, trochę się z niego naśmiewał, Żaba powiedział, że ma lepszych kolegów. No a dziś - Żaba przyszedł ze szkoły i opowiedział, że Miłosz... ukradł mu pieniądze. Co prawda sam się o to prosił, bo zostawił portfel ze Skubim na ławce i poszedł na przerwę, ale kurne! Pieniądze może i niewielkie, ale kurne! 2 z 5 złotych, jakie dałam mu na zapłacenie za "warsztaty mleczne" (nie wiem co to i Żaba też nie wie, mówił, że przyjdzie do nich koza...). Aktualnie pani wychowawczyni jest na zwolnieniu lekarskim, ale Żaba o kradzieży poinformował panią logopedę, która miała z nimi lekcje. Miłosz się przyznał. Pani palnęła mowę Miłoszowi, o poprawczaku i cudzej własności, ale chyba go nie ukarała. I pieniędzy też nie odzyskała, bo Lepkie Łapy zasunął od razu do sklepiku i przehulał łup. Strasznie mnie to wkurwiło i przy najbliższej okazji porozmawiam z jego matką i wychowawczynią. Uważam, że obie powinny coś przedsięwziąć, bo za rok, albo za pięć zrobi to prokurator. Tak wiec byliśmy z Żabkiem naiwni sądząc, że za rok Miłosz się poprawi i Mały będzie chciał zaprosić go na imprezę. Taka jest kurcze rzeczywistość zaniedbanych dzieci, już od przedszkola można przewidzieć ich karierę. Po równi pochyłej. No dobra, to dobranoc, idę na warsztaty mleczne z Milusiem:)
środa, 10 marca 2010
W walce o poprawę warunków w służbie zdrowia
Byliśmy dziś w przychodni. Miki prawie podwoił swoją wagę urodzeniową - waży 8020 (w wieku 4 miesiące i 3 tygodnie), ma 79 cm długości. Spotkaliśmy lekarkę znaną tu jako terrorystka laktacyjna. Dziś jednak nie było konwersacji. Jej zachowanie było naprawdę bardzo dziwne i nie wiem jak je tłumaczyć. Kiedy zobaczyła w książeczce wpis lekarza (o prezydenckim imieniu i cesarskim nazwisku:)) jednego z najlepszych u nas pediatrów - ten z antybiotykiem na zapalenie oskrzeli z lutego - po prostu się oburzyła - Jak to?! On dostawał zinacef?! Trzepnęła książeczką, osłuchała Milusia i rzuciła - szczepić. Do widzenia. Wyglądało to jakby wkurzyła się widząc, że poszliśmy na prywatną wizytę. Phi. Niebawem, w związku z przeprowadzką, skończę współpracę z tą przychodnią i bardzo się z tego cieszę. Na zakończenie jednak przyczyniłam się do poprawy warunków korzystania z opieki zdrowotnej przez matki z dziećmi z naszej dzielnicy. Przychodnia bowiem jest w wiecznym remoncie, który nie dotarł do kąta korytarza zwanego przesadnie "przychodnią dla dzieci zdrowych". Stoją tam dwie ławki i jeden przewijak. Kiedy zjawią się 3 matki z niemowlakami w wózkach/nosidłach/fotelikach jest ciasno jak cholera i nie ma nawet wieszaka do płaszczy. O tym wieszaku powiedziałam siostrze Mariolce, która pracuje w tej przychodni, a która robiła Milusiowi zastrzyki. - Pani Mariolu, niech pani powie szefowi, żeby kupił za stówę zwykły wieszak, bo tam szału można dostać. Człowiek rozbiera ryczącego dzieciaka i nawet nie ma gdzie kurtki powiesić, no ludzie. Dziś przyjechałam, patrzę - a tam WIESZAK! A siostra Mariola do mnie woła - Pani kochana, jak tylko zobaczyłam ten wieszak na zapleczu, zaraz o pani pomyślałam i przyniosłam! No to załatwiłam wieszak. A biedny Miluś podczas szczepienia tylko zapłakał, ale po południu zrobił nam półtoragodzinny koncert nieutulonego płaczu aż do podniesionej temperatury. Teraz śpi i mam nadzieję, że obudzi się zdrowy, biedaciek. Dlaczego nie mogę pisać bloga
Nie mogę pisać bloga, bo oglądam pięć tysięcy próbek kolorów mebli kuchennych. I szaf do przedpokoju. Robię notatki dotyczące zakupów remontowych i listy dodatkowych rzeczy do mieszkania, których nam brakuje/wymienimy na nowe. Sprawdzam i porównuję w necie, zaglądam do sklepów w mieście. Mam też już na kompie plik "remont - koszty" :/ Na razie zrobione zostały podłogi. Są jaśniutkie, drewniane parkiety, wycyklinowane i polakierowane, śmierdzi to na razie jak szatan, ale ewidentnie podniosło estetykę wnętrz. Moim zdaniem bez sensu jest robienie podłóg na początku, ale podobno Oni wiedzą lepiej. Oni - czyli jakieś stada facetów w roboczych portkach pałętający się po placu budowy. Jak na razie w rankingu na zastrzelenie wygrywa magik robiący meble kuchenne, chyba był zły, że nie mam "wizji", a potem na moje pomysły co chwilę wtrącał - nooo o gustach nie dyskutuję... takim tonem jakby mówił - "idź, ty wieśniaro". No ale na szczęście jest mój szanowny mąż, który ma wizję i jest decyzyjny w tych sprawach 10 razy bardziej niż ja. Bo może ktoś lubi, projektować, dobierać, meble, ściany, dodatki, oświetlenie, ja niestety nie jestem urodzonym dekoratorem wnętrz. Nie umiem obsłużyć najprostszego programu do projektowania łazienek, ciągle nie mam pewności, czy wybrane przeze mnie płytki nie zmniejszą wizualnie pomieszczenia, czy kolory do siebie pasują, czy naprawdę chcę lampę w tym miejscu i czy dwa tygodnie po remoncie nie popadnę w depresję, że zrobiłam coś brzydko... No ale kuchnia jest w fazie projektu, pan magik upewnił się, czy zrobić nam przegródki do wina, jakoś strasznie mu na nich zależało, więc się zgodziłam. Projektuje się też szafa do przedpokoju i wielki regał na książki. Za półtora tygodnia wchodzi ekipa do płytek, malowania i wykończenia. Potem montowanie kuchni , szaf i regału, zakup kilku nowych mebli i PRZEPROWADZKA. Mamy zamiar przeprowadzić się w ostatnim tygodniu kwietnia. W międzyczasie trzeba też pozałatwiać rozwiązanie umów z mediami i zakup jakiejś tv i internetu do nowego. Do tego dowiedziałam się, że dom, w którym zamieszkamy wpisany został do programu Natura 2000 jako siedlisko sów. I nie mam się bać, jak zobaczę nocą gapiące się przez okno świecące oczy... W związku z tym mam pytanie, czy jak zabiję tam pająka, to opiekietują mnie ekolodzy a Komisja Europejska nałoży mandat?!
środa, 03 marca 2010
Rok w dresiku
Jutro mija rok jak siedzę w domu, w dresiku. I dokonawszy dziś wnikliwej autoanalizy stwierdzam że: To było nagłe i niespodziewane wybawienie, rok całkowitego odbicia, po wielu latach trudów i znojów życia osobistego i zawodowego. Przez ten rok moim zadaniem było głównie wyinkubowanie a potem zadbanie o dziecko. Zadaniami pobocznymi - zadbanie (ale że tak powiem emocjonalne) o drugie dziecko, męża i siebie. Bo poza tym obowiązków nie mam właściwie żadnych, ugotowanie obiadu czy wypad po zakupy to teraz przyjemność. Całą resztę przejął mój mąż, począwszy od aprowizacji i logistyki - zakupy, zawożenie dziecka do szkoły, sprzątanie (on to uwielbia) po jeżdżenie z Żabą do kina w weekendy. Że prawdopodobnie przerwa ta uchroniła mnie przed wyrzuceniem mnie z pracy na zbitą mordę, gdyż zaczynały mi już puszczać nerwy a wtedy robię się nieprzyjemna, a tego moje szefostwo nie llllubi. Jest nadzieja, że wrócę teraz do roboty z większym dystansem? Jestem trochę rozdarta, bo z jednej strony chciałabym być z Milusiem aż do jego osiemnastki, a z drugiej mam wrażenie, że rok emerytury w środku życia jakby wystarczy. Te refleksje umajam zdjęciem Milusia, który stoi na stanowisku, że mleko to już naprawdę nuda! ![]()
piątek, 26 lutego 2010
Rekin ma zimne nogi
* Stało się to, co myślałam, że mnie ominie. Wypadają mi włosy! Są wszędzie - na szczotce,, zlewie, fotelu, poduszce, podłodze, kanapie, w łóżeczku Milusia, nawet w jego pieluszce! A że włosy mam w tej chwili najdłuższe w życiu i ciemne, widzę je wszędzie i mam wrażenie, że za chwilę wypadną mi WSZYSTKIE. Choć wiem, że to te włosy, które "zapomniały" wypaść w czasie ciąży i połogu, i teraz sobie przypomniały, nie wiem czy coś trzeba stosować, tabletki jakieś czy odżywki!? * Dziś na spacerze odkryłam, że sklep spożywczy Batory został przeniesiony z ul. Batorego na ul. Chopina. I nadal nazywa się Batory. W roku Chopinowskim! Protestuję! Dość już chaosu w tkance miejskiej. * Odkryłam zajęcie, w którym nie ważne jest co, ale jak. Są to ćwiczenia z kaligrafii dla pierwszoklasisty, który gryzmoli. Ma zeszyt, w którym piszemy mu różne zdania, a on je przepisuje, ćwicząc łapkę. "Rekin jest głodny. Zje sałatkę z bananami i majonezem. Rekin jest zimny. Ma zimne nogi". Dodatkowa trudność, żeby unikać wyrazów z literami, których jeszcze nie zna. "Nie przerabiał". * T. wrócił z zakupów, a domu ogólny rozgardiasz, rozpakowywanie, grzebanie po torbach "masz coś pysznego???", Miluś leży sam w pokoju na rozłożonej kanapie. Po kilku minutach T. pyta - Położyłaś go na brzuszku? - Nie a ty? - Też nie. Wpadam do pokoju, na kanapie synuś krzywo ale leży na brzuchu szczerząc bezzębną paszczę i tocząc strużkę śliny...
czwartek, 25 lutego 2010
W punktach
* Niechcący obejrzałam u teściowej swoje zdjęcia z wigilii. Po powrocie do domu szybko założyłam dres i wykonałam wszelkie zalecone na dany dzień ćwiczenia, skrupulatnie i dokładnie co do każdego ruchu. * Odkryłam lakier do paznokci do zadań specjalnych. Maybelline Colorama. Świetne kolory, nie zszedł nawet po umyciu naczyń po imprezie urodzinowej. * Byłam w pracy pogadać i popatrzeć. Kombinuję, że jak rodzice, teściowa i człowiek mnie zastępujący złożyliby się po tysiu miesięcznie, zostałabym na wychowawczym. * W moim nowym miejscu zamieszkania nie będę musiała chodzić do sklepu mięsnego. Mięsny przyjedzie do mnie pod urząd gminy. Autobus mięsny. * Miki wyzwolony z ortezy śpi w poprzek łóżeczka z nogą nonszalancką zarzuconą na ochraniacz.
poniedziałek, 22 lutego 2010
Siła argumentów
Do zmiany miejsca zamieszkania mąż przekonywał mnie wytaczając argumenty: ekonomiczny, odległościowy, odległościowo - ekonomiczny, medyczny, towarzysko - dziecięcy, lifestylowy, rekreacyjno - wypoczynkowy, infrastrukturalny, ekologiczny, parkingowy, eststyczny i chuligański. ekonomiczny - moja administracja upadła na łeb i po ostatniej podwyżce czynsz przekroczył kwotę 800 złotych. Za dwa pokoje w mieście powiatowym. Czynsz, nie kredyt, za mieszkanie nie będące moją własnością. Czynsz w mieszkaniu T. jest trzykrotnie mniejszy, przy takiej samej powierzchni. odległościowy - mieszkanie T. mieści się 100 metrów od domu babci, która będzie zajmować się Milusiem, jak wrócę do pracy. Odpada codzienne odwożenie go. Mieszkanie T. mieści się 150 m od pracy T. Odpadają dojazdy. Mieszkanie T. mieści się 150 m od szkoły. Odpada odwożenie Żaby. Zostaje tylko moje dojeżdżanie do pracy - ok. 20 minut. Czyli tyle co nic. odległościowo - ekonomiczny - na co dzień jeździ tylko jeden samochód. medyczny - piętro niżej mieszka nasz stomatolog, oraz istnieje gabinet ginekologiczny, pediatra i lekarz ogólny, a nawet w razie czego psychiatra w zasięgu 100 m. towarzysko - dziecięcy - Żaba świetnie bawi się z synami dentysty lifestylowy - ciągle jest nurt wyprowadzania się na obrzeża miast w poszukiwaniu ciszy, spokoju itp rekreacyjno - wypoczynkowy - w miejscowości znajduje się jezioro z kąpieliskiem, ścieżka rowerowa, las, w odległości 10 km dwa zamki krzyżackie i pałac infrastrukturlny - w okolicy jest 6 sklepów w tym market samoobsługowy i kościół ekologiczny - będą mogła uprawiać ogródek a w nim ekologiczne marchewki itp parkingowy - pod domem jest więcej miejsc parkingowych niż samochodów, plus garaż, odwrotnie niż u mnie, gdzie trwa nieustanna bitwa o miejsce parkingowe estetyczny - tam ponoć budzi człowieka pohukiwanie sów w parku a tu zgniatanie puszek pod śmietnikiem przez melochów chuligański - będę mogła w tym mieszkaniu wszystko rozwalić i zrobić na nowo tak jak będę chciała Mój argument na nie był tylko jeden - emocjonalny. Ale wglądnąwszy w siebie stwierdziłam, że żadne emo nie wygra z oszczędzeniem Milusiowi codziennych dojazdów do babci a konkretne kwoty na naszym koncie, które zostawać będą co miesiąc po tej operacji ukoją mi stresssss.
niedziela, 21 lutego 2010
Daleko od szosy
Generalnie nie piję kawy i jeśli mi się zdarzy - nie mogę potem zasnąć.
A dziś nawet nie wypiłam, tylko zjadłam, w kremie w torcie bezowo - kawowym, który upiekłam z okazji 40 urodzin T. Tort był pyszny, a imprezka udana, nawiasem mówiąc. Na skutek okoliczności zewnętrznych już jakiś czas temu pojawiać się zaczął w naszej rodzinie temat pewnej rewolucji życiowej. Przegadaliśmy ze starym na ten temat kilka wieczorów a ja zaliczyłam kilka bezsennych nocy. Familia temat przewałkowała wte i wewte, jak się okazało, opinie entuzjastycznie pozytywną wydali także pan Jan, oraz panie Basia, Lida i Dzida (przyjaciele mojej teściowej). No jeśli pan Jan, panie Basia, Lida i Dzida są za, to w zasadzie brakowało tylko jednego - najważniejszego - mojego TAK. No i z okazji urodzin powiedziałam T. to TAK. Ostatnio cieszył się tak jak mu pokazałam dwie kreski na teście. Tak więc postanowione - pakujemy się i przenosimy do mieszkania mojego męża. Będziemy mieszkać tak bardziej daleko od szosy:)
piątek, 19 lutego 2010
Nie odpuszczamy
Wczoraj u księciunia był jego prywatny masażysta. Orzekł, że postępy są znaczne, a że jest sympatycznym gościem ,zdradziłam mu moją metodę ćwiczeń. Miluś uwielbia TV i jak tylko jest włączony telewizor w pokoju, on po prostu MUSI na niego patrzeć. Zdaję sobie sprawę, że to nie rozrywka dla niemowląt, ale mój Boże... Wystarczyło ułożyć dziecko w dobrym miejscu na brzuszku, by trzymał idealnie głowę, patrząc w ekran. Tak więc Miluś pooglądał trochę komisję śledczą na TVN 24 i funkcjonalna asymetria znacznie się zmniejszyła, co mnie bardzo cieszy. Teraz idziemy za ciosem i ćwiczymy dalej.
Pan Fizio obejrzał też nasze sprzęty dla dziecka, poradził zrezygnować z funkcji leżaczka przy macie edukacyjnej, podkładać wałeczki z pieluchy przy wkładaniu go do fotelika samochodowego w domu i obadał też chustę hotslings - orzekł, że jest jak najbardziej ok, tylko trzeba uważać na nóżki i tak ją wyregulować, by nie uciskała go pod kolankami. Na koniec pogadaliśmy sobie o różnych przegięciach matczynych i opowiedział mi o jakiejś mamie, której dziecko rehabilituje, a która zabrała ośmiomiesięczniaka do psychologa, ponieważ "nie rozróżniało kształtów" - nie umiało wkładać kwadratowego klocka do kwadratowej dziurki, okrągłego do okrągłej itp. Bez słów, tym bardziej, że jak tak pogadaliśmy, mam wrażenie, że znam tę mamę... Ja natomiast muszę się przyznać, że nieco wymiękam, jeśli chodzi o ćwiczenia. Weszłam na drugi poziom, gdzie okazało się, że nie ma programu ćwiczeń Mama II i musiałam wybrać inny. Wybrałam SLIM II i ożesz....... Ćwiczenia Mama to było jak tulenie dzidizusia. Wczoraj w ciągu 25 minut doprowadziłam się do takiego stanu, że myślałam, że zwymiotuję z wysiłku :D A dziś - no cóż, dużo stoję, chodzę, z toalety najchętniej korzystałabym na Małysza, bo tak bolą mnie uda z każdej strony, że coś okropnego. Ale się nie poddaję rzecz jasna:)
środa, 17 lutego 2010
Odmłodniałam a dziecko się starzeje
Dziś o powrocie ze spaceru ni stąd ni zowąd Milutki wypił pół butli bebilonu:) W sklepie były tylko wielkie paki mleka, po ponad trzy dychy, powiedziałam mu, że jak tego nie wypije, odciągnę mu z kieszonkowego i zadziałało:) Ucieszyłam się, (że nie zmarnowałam trzech dych hehehe) ale potem ogarnęły mnie lekka nostalgia i smutek, to pierwszy krok dziecka w dorosłość?! A nawet na powierzchnię świadomości wypłynęło to, co zostało wpojone mi przez terroryzm laktacyjny, atakujący z internetu, czasopism i gabinetu pediatry. O Boże! Co teraz?! Co teraz z moją laktacją?! Zaraz zaniknie! Odebrałam dziecku to co najlepsze, pokarm mamy... A on taki malutki, bezbronny... A co na to Światowa Organizacja Zdrowia WHO?! Głęboki wdech... jeden.... dwa.... trzy... Plan jest taki by - ponoć to możliwe, zapewniają w gazetach dla rodziców - tak uregulować laktację, by znikła na czas mojego pobytu w pracy, w godzinach ranno - południowych i wracała wraz z moim powrotem. Mleko w butelce Miluś pijałby w tym czasie, kiedy mnie nie będzie i wieczorem, żeby przespać noc bez pobudek. A przez resztę dnia - pierwś. Plus oczywiście inne jedzenie, które zacznie niebawem jeść. I kocham go tak samo jak przed powrotem ze spaceru:) No i odzyskałam wolność, mogę teraz wyjść z domu na pół dnia i dziecko z babcią lub tatą spokojnie zostanie nakarmione. Tylko gdzie ja mam chodzić pół dnia?! Aha, no i odmłodniałam. To już pewne. Mówią mi to wszyscy, którzy mnie spotykają po kilku miesiącach. Panie w szefostwie mojej pracy piały z zachwytu, a sąsiadka staruszka mnie nie poznała i powiedziała, że była przekonana, że to jakaś dziewczynka wozi w wózku młodsze rodzeństwo pomagając mamusi. Sąsiedzi staruszkowie to dziadkowie mojej koleżanki z liceum. Hehhehehe, a czy Wy wiecie co Wasi leciwi krewni opowiadają o Waszym życiu prywatnym obcym ludziom? :D |